Włodzimierz Lubański - Pasja i zaangażowanie

 

Włodzimierz Lubański - Pasja i zaangażowanie 

Włodzimierz Lubański
– Filantrop, ikona piłki nożnej. Polski Pele lat 70. Wielokrotny 
reprezentant Polski, przez wiele lat związany z klubem piłkarskim Górnik Zabrze.
Mistrz olimpijski. W reprezentacji Polski rozegrał 80 spotkań, strzelił 50 goli.
Z Włodzimierzem Lubańskim rozmawiała Anna Szymborska.
*
A.Sz - Panie Włodku jak długo mieszka Pan w Belgii i co skłoniło Pana do zamieszkaniaw tym Kraju?
W.L - W 1975 roku zostałem zaproszony do klubu Lokeren w Belgii na kontrakt, który miał trwać dwa lata. Po dwóch latach okazało się że i klub i ja byliśmy zadowoleni ze współpracy itak to się przedłużało aż osiągnąłem ,, wiek emerytalny’’ 35 lat i zastanawiałem się co dalejrobić? Otrzymałem propozycje wyjazdu do Francji, gdzie grałem 3 lata ale rodzina a szczególniedorastające dzieci skłoniły nas do powrotu do Belgii i szukania dalszych możliwości życia.
A.Sz - W latach 80 zaczął pan pracę z młodzieżą...
W.L - Jeśli chodzi o pracę z młodzieżą to zacząłem ją dopiero po zakończeniu karierysportowej. W 1983 roku poszedłem na studia przy Federacji Belgijskiej i zdobyłem dyplomlicencjonowanego trenera. W zasadzie swoją pracę szkoleniową z młodymi piłkarzamirozpocząłem od 1984 roku. Jednym z takich młodych piłkarzy o którym chciałbym
wspomnieć był Preben Elkjaer Larsen, później świetny Duński piłkarz. Przyszedł do naszegoklubu Lokeren jako młody napastnik , który potrzebował utemperowania i wskazówektechnicznych. Przy wielu korektach jakie wprowadziłem do jego gry nabrał perfekcji.Starałem mu się przekazać jak najwięcej swoich umiejętności co owocowało w jegopóźniejszej karierze. Takim miłym akcentem tej współpracy było to, że Larsen wspomniał w
swojej książce jak wiele mi zawdzięcza.
A.Sz - Jakie widzi Pan różnice między futbolem dziś a w latach Pana świetności?
W.L -Na pewno finansowe (śmiech). Jeżeli chodzi o samą piłkę i bazę piłkarstwa to się dużo
nie zmieniło. Mówiąc baza mam na myśli: technikę piłkarską, przygotowanie fizyczne,
zaangażowanie, gra w z zespole, są to wszystkie te rzeczy które się nie zmieniają. Jedna rzecz
jaka się zmieniła to pewne ustawienia taktyczne i agresywność gry. Ja przeszedłem od
dzieciaka bo szesnastolatka jako reprezentant kraju do dorosłej piłki, skończyłem mając 37
lat. Przechodziłem różne okresy w różnych krajach i adaptacja do tego co ja tam robiłem,
przynajmniej dla mnie była bezproblemowa. Byłem dość dobrze przygotowanym technicznie
piłkarzem, umiałem się dostosować do warunków życia i w zasadzie nie widziałem jakieś
dużej różnicy miedzy tym co robiłem w Polsce a tym co w innych krajach.
Natomiast jedną rzecz chciałbym podkreślić i warto o tym wspomnieć. Pasja i
zaangażowanie, jest to podstawa osiągnięć. Trzeba to kochać i posiadać chęci osiągania.
A.Sz - Był Pan kapitanem kadry. Czy utrzymuje Pan kontakt z kolegami z byłej
drużyny?
W.L - Opaskę kapitana dostałem od świetnego szkoleniowca Pana Kazimierza Górskiego.
Bardzo cenię sobie to wyróżnienie. W tamtym okresie miałem bardzo dobre kontakty
zarówno z zespołem jak i z trenerem. Przez długi okres czasu byłem łącznikiem między
drużyną a szkoleniowcami. Naszym wspólnym celem było zdobycie medalu olimpijskiego,
jechaliśmy tam po złoto no i udało się. Musze podkreślić, że wtedy mieliśmy wspaniałych
szkoleniowców i super zawodników . Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że był to
Wielki Zespół.
Jeśli chodzi o kontakty to nie są one takie codzienne aczkolwiek regularne. Spotykamy się raz
czy dwa razy w roku, wspominamy sobie dawne czasy. Wielu kolegów z drużyny niestety
już nie żyje. Nie zawsze jesteśmy w komplecie ale przywracamy nieobecnych
wspomnieniami na naszych spotkaniach.
A.Sz - Kim był dla Pana Kazimierz Górski? Czy tylko trenerem?
W.L - Zdecydowanie był kimś więcej niż tylko trenerem. Wielokrotnie miałem okazję być na
otwarciu różnych obiektów nazwanych jego imieniem. Zadziwiające jest to, że bardzo łatwo
było znaleźć czas żeby być tam i potwierdzić jak bardzo ważnym był dla mnie człowiekiem.
Był Trenerem bardzo spokojnym i bardzo ojcowskim. Zaskakujące jest to, jak wielki miał
wpływ na nas. Wiadomo, że w każdej grupie dochodzi czasem do konfliktów, potrafił
załagodzić każdy spór dwoma słowami. Podam przykład jak w bardzo ludzki sposób
załagodził konflikt i zmobilizował zespół . Mieliśmy grać mecz półfinałowy z Rosjanami i
wiadomo było, że ten mecz dla nas jest absolutnie kluczowy, bo chodziło przecież o zdobycie
medalu olimpijskiego. Rozgrywki odbywały się w momencie kiedy w Monachium dokonano
zamachu terrorystycznego. Tak do końca nie wiedzieliśmy czy ten mecz się w ogóle
odbędzie. Wychodziliśmy na rozgrzewkę przed meczem z Rosjanami 4 razy. Dlaczego? Bo
gdzieś tam ktoś decydował czy mecz ma się odbyć czy nie ze względu na groźbę dalszych
zamachów. Ale OK. mecz odbył się , wygraliśmy 2 :1 lecz nasze emocje spowodowane tym
chaosem sięgały zenitu i tu chciałem powiedzieć jak zachował się trener Górski. Wiadomo, że
chcieliśmy jakoś rozładować napięcie i za namową kolegów porozmawiałem z trenerem, że
chłopcy chcieliby się napić piwa i troszeczkę się rozluźnić. Natychmiast wokół trenera
znaleźli się doradcy.
– nie wolno im żadnego piwka! żadnych ekscesów! przecież to Igrzyska Olimpijskie!
A Kaziu …ja nie zapomnę tego nigdy, swoim powolnym, stonowanym głosem powiedział .
- Włodziu, bardzo Cię proszę tylko żeby tych piwek nie było za dużo, idźcie tam wypijcie
dwa trzy piwka i jutro spotykamy się na treningu…
Po jego słowach zeszły z nas wszystkie emocje, poszliśmy na piwo i rozmawialiśmy o meczu.
Co można było zrobić lepiej, o strategii na przyszłość, jakie błędy popełniliśmy i wszystko
odbywało się na luzie. Rano na treningu wypociliśmy wszystko i po piwku nie było śladu.
Natomiast przed finałem byliśmy naładowani pozytywną energią, którą przekazał nam trener
na swój niepowtarzalny sposób. Nie bez powodu nazywano Go Trenerem Tysiąclecia.
A.Sz - Pana sukcesy w futbolu wszyscy znamy. Proszę powiedzieć jakie dyscypliny sportu
po za piłką nożną Pan uprawiał?
W.L - Amatorsko grałem w tenisa, bardzo lubiłem tę dyscyplinę sportu i nawet w pewnym
momencie osiągnąłem jakaś tam ,,półkę’’ w tej dziedzinie. Bardzo lubiłem grać w piłkę
ręczną i koszykówkę. Jak można zauważyć uprawiałem wszystko co było związane z piłką.
Nie mogłem uprawiać sportów zimowych były zakazane ze względu na możliwość urazów,
na które nie mogłem sobie pozwolić.
A.Sz - Nie chciałabym żeby ta rozmowa skupiała się wyłącznie na futbolu. Czytelnicy
Nowinek chcieli by Pana poznać od strony prywatnej. Proszę powiedzieć coś o swojej
rodzinie?
W.L- Proszę bardzo. Jesteśmy w komplecie w czwórkę to znaczy, moja cudowna żona
Grażyna która mi bardzo w życiu pomogła. Jesteśmy ze sobą już ponad 40 lat. Mamy dwoje
dzieci, córkę Małgosię i syna Michała. Córka przyjechała z nami w wieku 6 lat a syn urodził
się tu w Lokeren i jest prawdziwym Polskim Belgiem. Na dzień dzisiejszy dzieci opuściły
rodzinne gniazdo i próbują sił na swoim. Michał próbował grać w piłkę ale większą
satysfakcje i radość sprawia mu kolarstwo, trochę się ściga amatorsko. Małgosia dość dobrze
grała w tenisa w okresie lat dziecięcych potem zaniechała uprawiania tej dyscypliny ale w
dalszym ciągu jest blisko sportu, regularnie fitness i wszystko co z tym związane. W naszym
domu obowiązuje język polski. Dzieci władają pięcioma językami ( angielski, niderlandzki,
francuski, niemiecki, polski ) zresztą wszyscy mówimy w kilku językach ale naturalnym jest,
że w domu rozmawiamy po Polsku. Cały czas staraliśmy się wspólnie z żoną kultywować
tradycje polskie w naszym domu i przekazywać to dziedzictwo dzieciom.
A.Sz - Czy potrafi Pan gotować? Mógłby się Pan pochwalić jakimś swoim daniem?
W.L - To dużo powiedziane, czy potrafię gotować? Takie najprostsze dania owszem,
jajecznica, jaja na twardo, jakaś sałatka. Głównie staram się pomagać żonie w
przygotowywaniu posiłków. Jeśli chodzi o jakieś wykwintne dania to już wyłącznie żona.
Kuchnia wysokiej klasy.
Rozmawiając o żywności i pomocy przypomniałem sobie coś co chyba warto powiedzieć.
W stanie wojennym zorganizowałem akcję, która miała na celu zbieranie żywności i innych
rzeczy dla Polaków. Wówczas byłem tu dobrze znany i proszę sobie wyobrazić jaki był
odzew na hasło, że Włodek Lubański organizuje pomoc dla rodaków. Tysiące kibiców
przychodziło tu na stadion w Lokeren i przynosiło dary. Żona z ledwością dawała sobie radę z
segregacją darowanych rzeczy. Wysłaliśmy do Polski dwa samochody ciężarowe paczek
darzowanych przez tutejszych kibiców.
A.Sz - Wiem, że jest Pan koneserem wina. Proszę pochwalić się zawartością swojej
piwniczki?
W.L - Absolutnie tak. Jeśli chodzi o stronę prywatną to po zakończeniu kariery tutaj w Belgii
pojechałem do Francji i tam pierwszy raz zetknąłem z tymi sprawami winnymi. Natomiast
takim głównym bodźcem do założenia kolekcji był mój przyjaciel i sąsiad, który jest
kolekcjonerem i posiadaczem 1000 butelek. Nie jestem jakimś super specjalistą jeśli chodzi o
wina ale muszę się pochwalić, że rozróżniam smaki, potrafię określić rocznik i region. W
swojej kolekcji mam 600 butelek, które leżakują w specjalnych lodówkach. Nie ukrywam, że
mam z tego dużą przyjemność jak od czasu do czasu sięgnę po dobre wino do pysznego
jedzenia w miłym towarzystwie. Mogę zdradzić czytelnikom, że bardzo lubię bordo i
uwielbiam wina z regionu Pomerol.
A.Sz
- W jaki sposób Pan się relaksuje? Gdzie Pan spędza wolny czas?
W.L - Jestem typowym domatorem, lubię posiedzieć w domu, zrelaksować się oglądając
telewizję. Nie jestem jakimś tam zwariowanym facetem, który lubi wojażować. Lubię
pracować w ogrodzie, chociaż ograniczam się tylko do koszenia trawy chyba sentyment do
boiska (śmiech). Żadne pielenia, skubania, tą dziedziną zajmuje się moja nieoceniona żona.
Przepięknie utrzymany ogród to jej zasługa po prostu mistrzostwo świata. Wspólnie z żoną lubimy jeździć na grzyby. Mamy swój ulubiony lasek w Ardenach zmiejscem gdzie rosną same prawdziwki. Jest to fantastyczny relaks i wielka radość z koszypełnych grzybów.
A.Sz- Czy chętnie Pan odwiedza Polskie? Czy są to wyjazdy wyłącznie służbowe?
W.L - Cóż za pytanie? Ja kocham Polskę! Jak tylko jest możliwość zawsze jestem w Polsce.
Dzisiaj ze swoim zaangażowaniem jakie mam w parę projektów sprawia, że za parę dni lecę
do Warszawy. Jak tylko jest to możliwe jestem w Gliwicach! Jestem w Gdańsku! To znów w
Warszawie, jestem wszędzie jestem w Polsce!
A.Sz - Co Pan sądzi o Polakach mieszkających w Belgi?
W.L - Może zacznę od tego, że przeżyłem tu różne okresy. W 1975 roku kiedy przyjechałem
tu grać, to ilość Polaków przebywających tutaj była niewielka.
Głównie byli to żołnierze Generała Maczka, którzy założyli rodziny i osiedli się na
wyswobodzonych terenach. Z dużym zadowoleniem muszę powiedzieć, że wspólnie z żoną
do dzisiejszego dnia opiekujemy się wdową po Maczkowcu, która ma dzisiaj 90 lat. Ale
trzeba podkreślić, że jak my tu przyjechaliśmy to oni się nami opiekowali. W tamtym czasie
Polacy nie byli zbyt lubiani po za Maczkowcami, którzy wiadomo co zrobili. Kiedy zacząłem
grać i strzelać gole, we wszystkich gazetach było o mnie głośno i podkreślano, że to Polak.
Miło było widzieć uśmiech na twarzach Polaków, którzy do tej pory tą polskość ukrywali.
Zdawałem sobie sprawę, że to za moją przyczyną i byłem z tego dumny. Rozgłos o mnie w
pewnym momencie był tak duży, że terroryści zorganizowali napad na mnie i chcieli mnie
porwać żeby wymienić za swoich ludzi zatrzymanych na granicy Polski. To była duża afera,
byłem bliski tego żeby porwali mnie ekstremiści faszystowscy. Cudem uniknąłem porwania
poznieważ miesiąc wcześniej zmieniłem mieszkanie i bandyci zastali tam kogoś innego.
A.Sz - Czego mogę Panu życzyć w imieniu czytelników?
W.L - Przede wszystkim zdrowia i żeby się udało zrobić jeszcze coś dobrego dla Polski.
A.Sz - To też tego Panu życzę w imieniu swoim i redakcji i bardzo dziękuje za rozmowę.
*
*
Anna Szymborskadziennikarka, autorka cyklu wywiadów: „Perły na emigracji”,”Cudze chwalicie swego nie znacie”.Od 2009 roku promuje mało znanych, zdolnych wykonawców muzycznych.Współorganizatorka imprez artystycznych

Redakcja


Przeglad.ca
WIADOMOSCI - CIEKAWOSTKI - KULTURA
.

 

 

>
Facebook


Search this site  Search Archiwum